Beskid Niski czyli jak co roku – Krempna!

     Za oknami jasień. Na polu szaro i chłodno. To według mnie odpowiedni moment, aby założyć ciepłe kapcie, zaparzyć gorącej herbaty i usiąść przed.. komputerem. Usiąść i powrócić choć na krótką chwile do tych momentów kiedy Słońce obdarzało nas zdecydowanie większą dawką ciepła. Są to dni o których przynajmniej przez najbliższe parę miesięcy musimy opowiadać jedynie w kategorii wspomnień – przynajmniej do czasu, gdy znów wsiądziemy na swoje bicykle ubrani  ’na krótko’. Wsiądziemy i zaczniemy ponownie pokonywać kolejne szlaki, eksplorować nowe, ciekawe miejsca oraz poznawać fascynujące zakątki naszych rejonów. Jednakże, kończąc pisać ten oto wstęp za oknem w dalszym ciągu szarówka, rtęć na termometrze  zbliża się do 0 stopni Celsjusza, a ja zapraszam Was tymczasem w rejony Magurskiego Parku Narodowego..

     Parku, który można napisać już na stałe wpisał się do mojego rowerowo-turystycznego kalendarza, gdyż nieugięcie odwiedzam tą beskidzką wioskę co najmniej od 6 lat. Z tą okolicą wiąże wiele osobistych wspomnień wywodzących się jeszcze  z dzieciństwa. Może to też z tego powodu, szczególnie sobie upodobałem to miejsce. A może to po prostu niepowtarzalny atmosfera tego miejsca? Atmosfera, który udziela się nie tylko mnie, gdyż każdy kto towarzyszył mi choć raz w tej wycieczce, wraca tam ponownie. Co do samej Krempnej, myślę że zdecydowana większość z Was lepiej lub gorzej ale jednak powinna ją kojarzyć z uwagi na to iż, miejsce to niejako jest związane  z Dębicą. Mianowicie niegdyś mieścił się tam Ośrodek Wypoczynkowy jednego z dębickich przedsiębiorstw. Również i ja pierwsze kroki na magurskiej ziemi poznawałem właśnie w ten sposób.  Trudno jednoznacznie określić dlaczego akurat tam uwielbiam wracać.. W każdym bądź razie, również i w tym roku odwiedziłem beskidzkie szlaki jako bicyklista.

     Wycieczkę rozpoczynamy z Dębicy. Parę lat wcześniej udawało mi się transportować do miejsca wycieczki wyłącznie na welocypedzie. Niestety z uwagi na swoje lenistwo (wiek? ;) ) od paru lat jedynym sposobem dojazdu stał się niestety blachosmród. Dlatego też, start tego dnia mamy zaplanowany na tyle wcześnie, aby właściwą rowerową wycieczkę rozpocząć wraz ze wschodem słońca będąc już na miejscu. Zmuszeni jesteśmy wstać o porze dla nas nieludzkiej. W tym roku, jedziemy w 2-osobowej grupie zorganizowanej – dotrzymywać koła i towarzystwa będzie mi Karolina. W samej Krempnej zatrzymujemy się już na samym początku miasta na tak zwaną zakupo-przerwę. Zaraz po prawej stronie wjeżdżając do miasta mamy choć chyba nie jedyny to raczej jeden z lepiej zaopatrzonych sklepów w tym rejonie. Robimy tutaj krótkie zakupy – to jest zabezpieczamy się prowiantowo na cały dzień z góry.

Następnie kierujemy się do ‘centrum’ czyli w okolicę niewielkiej tamy wodnej (zalewu). Tutaj w sezonie można czasami popływać rowerkiem wodnym lub kajakiem. Mijamy blaszany most, a kierunek niezmiennie ten sam.. przed siebie! Przez najbliższe parę godzin kierujemy się do wsi Żydowskie. Na tym odcinku trasy do zaoferowania mamy świetny asfalt oraz zupełny brak samochodów – tutaj powodów jest co najmniej dwa, a to: po pierwsze ruch w tamtej okolicy nigdy nie należał do dużych, a po drugie: ostatnio na drodze powstała wyrwa skutecznie uniemożliwiająca fizyczny przejazd jakiegokolwiek czterokołowca (myślę, że włącznie z quadami). Po prawej od drogi możemy wstąpić na opuszczony i zaniedbany już dziś cmentarz. Tutaj też teren nieustannie przybiera postać wspinającą się, aż do samej Ożennej. Tam jednak krajobraz wynagrodzi nam trudy podjazdu ładnym ‘bacówkowym’ krajobrazem. Na szczycie znajduje się też stary sad. Do samej Ożennej dojeżdzamy dla odmiany już pięknym i dłuugim zjazdem. Na dole mamy drugi na trasie sklep, w którym w menu znajdziemy również jakieś posiłki na ciepło. Na krzyżówce, jadąc na wprost dojeżdżamy na terytorium Słowacji – od granicy dzieli nas choć ostro pod górę ale dosłownie parę kilometrów, natomiast skręcając w prawo (kierunek: Grab) pojedziemy dalej naszym wytyczonym szlakiem.

     Przez tą ostatnią miejscowość przejeżdżamy główną drogą. Po lewo, za zabudowaniami – ładna kapliczka. Na horyzoncie natomiast ciekawe polany. Parę kilometrów poza jej granicami dojeżdżamy do rozwidlenia dróg – w prawo główną drogą asfaltem w kierunku wsi Kotań oraz w lewo – gorszej jakości nawierzchnią (który szybko zamieni się w szuter) do widocznej już z dala osady – Wyszowatki. Drogi te połączą się jeszcze dziś ze sobą ponownie za parę godzin, ale my póki co wybieramy tą dla nas ciekawszą. W samej wsi mamy kolejny sklepik. Tutaj też bardzo często można się natknąć na wypas owiec tudzież bydła wszelakiego. Od tego momentu droga w zasadzie pokieruje nas sama – cały czas trzymamy się ścieżką z przydrożnymi krzyżami (pojawiają się w przybliżeniu co paręset metrów) aż do osady Długie. Na tej ścieżce nie ma miejsc na którę należałoby zwrócić większą lub mniejszą uwagę. W zasadzie z każdego miejsca możemy podziwiać to samo – Magurę – taką jaką być powinna. Dzika. Z każdego miejsca jednak wygląda inaczej, raz zapierają dech w piersi bardziej, raz mniej ale jednak w każdym z tych miejsc widzimy po prostu naturę w czystej, często nienaruszonej przez człowieka postaci.

     Po paru kilometrach dojeżdżamy do jakby się mogło wydawać kresu naszej drogi. Jednak to tylko Wisłoka przekracza tutaj w bród drogę. Należy się dobrze rozpędzić (choć w tym konkretnym miejscu, mamy jeszcze rozsądna alternatywę objazdu mostkiem po prawej – później już nie będzie takich udogodnień więc może warto skorzystać?). W tym miejscu mamy też wypalarnię węgla drzewnego. Po przekroczeniu rzeki, kierujemy się w lewo – ku przysiółkowi Radocyna. Tam zjemy pyszne naleśniki, można też napić się kawki/harbatki. W zasadzie znajdujemy się centrum szlakowym tych okolic. Z tego miejsca możemy praktycznie dowolnie planować swoją marszrutę. Mamy tu też bazę namiotową – to na prawdę dobre miejsce na lokum do wielodniowego rowerowania. My niestety z powodu braku odpowiedniej ilości czasu, musimy zrezygnować z zatoczenia większej ilości kilometrów tego dnia.

     Po słodkich naleśnikach, wsiadamy ponownie na nasze aluminiowe rumaki i niejako wracamy znów do miejsca gdzie rzeka przecina szlak. Tym razem jednak skręcamy w drugą stronę – przez Czarne i Nienzajową – ku wsi Kotań. To wcale nie znaczy, że będziemy mieć na swojej drodze mniej atrakcji. Czekają nas jeszcze wielokrotne pływania na rowerach przez Wisłokę. Po drodze mijamy też bardzo uroczą polankę z bacówką i malutką kapliczką. Następnie jadąc tym razem dla odmiany już wzdłuż rzeki, napotykamy bardziej równinne tereny. Co wcale nie znaczy, że jest monotonniej, gdyż właśnie w tym momencie spotykamy ciekawe towarzystwo – mianowicie – rodzinę Pani Niedźwiedź. Szkoda tylko, że nie mieliśmy przy sobie lornetki ani aparatu lepszej jakości. Na zmniejszenie odległość jaka nas łączyła/dzieliła zabrakło nam czasu (czyt. odwagi ;) ) Niedźwiadki wyglądały na dość spokojne i niewiele sobie robiły z naszej obecności ale my też niezbyt mieliśmy ochotę aby ten stan rzeczy jakoś zdecydowanie starać się odmienić.

     Dalej jednak odbyło się już bez podobnych uaktrakcyjnień. Dojechaliśmy do drogi łączącej Ożenną z Kotaniem – tam też gdyby ktoś uznał, że podróż rowerem go nudzi, może przesiąść się na konia – znajduje się tam bowiem odpowiednia do tego stadnina. Potem już nudnym asfaltem obserwowani przez sporą ilość jastrzębi dojeżdżamy do samej Krempnej. Tutaj kąpiel. Kajaki. Grill. Wycieczka jak większość zaliczona oczywiście do tych udanych, a to nie tylko ze względu na piękne miejsca jakie dane nam było zobaczyć ale i dorównujące temu wszystkiemu Towarzystwo. Na tym będę chciał zakończyć swoje wspomnienia.. aż do przyszłego roku, kiedy to znów przemierzymy tą samą lub niewiele zmienioną trasę po raz wtóry ale na pewno nie ostatni.

GALERIA:

14052011281.jpg14052011278.jpg14052011289.jpg14052011286.jpg14052011293.jpg14052011310.jpg14052011314.jpg14052011316.jpg14052011321.jpg14052011325.jpg14052011327.jpg14052011334.jpg14052011337.jpgZdjęcie099.jpgZdjęcie108.jpgZdjęcie111.jpgZdjęcie121.jpgZdjęcie123.jpgZdjęcie127.jpgZdjęcie126.jpg14052011335.jpgZdjęcie119.jpg

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Beskid Niski czyli jak co roku – Krempna!

  1. Grandi pisze:

    Świetny pomysł na artykuł, też myślałem o czymś takim w stylu „rowerowa pocztówka z wakacji” w okresie zimowym :)
    Krempna to Magura, Beskid Niski. Do Bieszczad jeszcze kawałek :) fajna fotorelacja, beskidzkie klimaty czyli dzicz, piękne krajobrazy, retorty, cerkwie i ta niedźwiedzia rodzinka ;D

  2. Kamil pisze:

    Dzięki za słuszne uwagi – poprawiłem, aby było poprawniej geograficznie. Ciesze sie, że się podobało.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

* Copy this password:

* Type or paste password here:

350 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>