Team

Poniżej krótkie opisy oraz zdjęcia członków którzy obecnie tworzą naszą grupę. Lista ta nie wymienia wielu członków, którzy tworzyli nierzadko BPT od samego początku, jednak z czasem ich losy oraz obowiązki skrzyżowały się z aktywnym uczestnictwem w życiu naszej społeczności.

BLIZZARD

Jeździ od 2006 roku, kiedy to kupił sobie dobry rower o którym marzył od lat. Na ogólnopolskim forum rowerowym dopadł go Kawix i tak zaczęła się przygoda w BPT. Pasjonuje się eksploracją terenów  których tajemniczość i niedostępność nie została naruszona przez maniaków MTB.  Cały czas chwali się swoją czteroetapową trasą którą tworzył w 2007 roku, szczyci się tym, że sprawia problemy z orientacją nawet najbardziej zaawansowanym kolarzom którzy gubią się zawsze gdzieś  w połowie drogi jeśli nie ma z nimi Blizzarda, ciekawostką jest to że na przejechanie 40km tej trasy trzeba poświęcić średnio pół dnia. Osobnik ten jest zawsze gotowy do jazdy  jeśli tylko mu na to pozwala czas i ma pod ręką rower. Gustuje w trasach z cyklu: błoto – woda – las, czyli im cięższy teren tym lepiej.  Pasjonat najbardziej szalonych wypraw, m.in. wycieczka na Liwocz w nocy (nic w tym dziwnego nie było gdyby nie było środka zimy – początek lutego), parokrotnie do Krynicy, do Krempnej, miał w planach wyjazd do Zakopanego w 24H okrężną drogą przez Słowację (lecz problemy z formą i bardzo niskimi temperaturami w nocy sprawiły że brakło czasu i dojechał do Krynicy – do Zakopanego brakło jedynie 100km). Ogólne wszystkie jego większe wycieczki zaczynają się około północy. Głównie jeździ na nie z szalonym Paffelem i Pepsim których jest zawsze w stanie przekonać na tego typu wyjazdy.  Na swoim sprzęcie nie pozwala jeździć nikomu gdyż traktuje go jak swoją drugą kobietę – a swojej dziewczyny nie udostępnia się kolegom.  Uwielbia szybkie zjazdy – gdy jedzie  z górki z prędkością powyżej 80km/h uwielbia czasami spojrzeć w prawo aby zobaczyć bezcenny wyraz twarzy ludzi, tych pieszych i tych zmotoryzowanych. Obecnie rezyduje w Krakowie (DS-3 Akropol), niestety nie ma tam roweru nad czym bardzo ubolewa. Na prawej łydce posiada tatuaż ukazujący fragment blatu korby który pozostał tam po pewnym „awaryjnym zejściu z roweru”. Jego motto życiowo-rowerowe to: „Rower bogiem, teren nałogiem, podjazdy podstawą a zjazdy zabawą”

CHUCHU

Jeden z tych przypadków o których nie mówi się, że są „w czepku” ale „na rowerze” urodzeni. Nikomu nie udało się zarazić go cyklozą, z bardzo lakonicznego powodu – On się po prostu z nią urodził. Jego przygoda z rowerem rozpoczęła się już w dzieciństwie kiedy to zamiast grzechotki dostał od swojej babci malutki rowerek z „fajnymi, dużymi kołami”. Z początku wydawało mu się, że rower służy do skakania dlatego na rowerze wolał częściej latać niż jeździć po powierzchni globu jak większość z nas. Uprawiał szeroko rozumiany trial, z różnymi skutkami i sukcesami. Po kilku latach, zobaczył w jednej z niewielu książek jakie miał w ręce, że na rowerze można też normalniej się poruszać. W czasach liceum wpadł w złe towarzystwo – koledzy ze szkoły wstrzyknęli mu dożylnie chromosom BPT. Od tego czasu, zagorzały fanatyk MTB – lasy, błoto i krzaki przestały mu przeszkadzać. Póki miał czas, na rowerze widziany niemal codziennie. Jeden z tych ludzi, któremu dwa razy powtarzać nie trzeba, że „wychodzimy na bajka”. Zawsze gotowy i do dyspozycji. Czasem lubi przeprowadzać namiętne rozmowy na skraju lasu ze swoją Paullą. Wykonawca jednego z głośnych studniówkowych przebojów, którego refren brzmiał mniej więcej tak: „juuuż mi niooosą rower, z przeżutką…, takąąą nowąąą i błyszczącąąą”. Utwór ten wykonuje się w charakterystycznej pijackiej konotacji. Z uwagi na fakt, że na rowerze porusza się zwykle z dużymi prędkościami, już niejako w jego obraz wpisała się obowiązkowa chusta na głowę -dzięki której wszystkie złapane po drodze owady, nie wpadają mu we włosy. Chciał sobie wytatuować logo BPT w tym samym miejscu co Kawix ale kobieta wybiła mu ten pomysł skutecznie z głowy ale jak mówi, prędzej czy później sobie jeszcze taki zrobi.

FRANEK DZIUPLA

Webmaster, główny admin oraz eksperymentator BPT. Wdrożył wiele pomysłów, wielokrotne zepsuł je dzięki lenistwu oraz braku czasu.  Pomimo przesiadywania 100 000 000 godzin przed komputerem rower nie jest mu obcy. Pamięta swój pierwszy rower, swoje pierwsze metry. Z BPT zetknął się po raz pierwszy dzięki vvoitkowi oraz Pepsiemu (wspólna wyprawa). Obecnie jest szosowcem, a na MTB dopiero raczkuję. Żadna czwórka krajowa nie jest mu obca, nie straszny mu żaden tir, oraz żadna szyba samochodowa. Jeszcze żyję. Ulubiona pogoda? Zima. W tej porze roku jest najaktywniejszy. Ulubiona pogoda? Deszcz ze śniegiem. Chętnie lubi wszystkich powkurzać, powymądrzać się i zmusić do wysłuchiwania przekleństw. Poza rowerami jest grafikiem komputerowym, web-designerem. Wprowadzając się do BPT, nikt nie zdawał sobie sprawy, jak wielkie zasługi dla niego odniesie. Człowiek o stu milionach pomysłów na minutę, z których większość we wcześniejszym lub późniejszym czasie realizuje. Przeprowadził zupełną reorganizację całej naszej struktury. Nowa strona, nowe forum, nowe teamowe koszulki czyli szereg nowych możliwości. W zimowe wieczory lubi leżeć ze swoim rowerem na łóżku, robi sobie z nim zdjęcia, a potem wrzuca w internet.

GHOST

Początki z portalem BikePortalTeam (czyt. „BPT”) sięgają roku 2004 gdzie dostarczał mapki okolic miasta z trasami do  przejażdżek. Pasja do kolarstwa zrodziła się z chęci poprawienia układu krążenia przed przeciążeniami i przyszłymi planami z lotnictwem. Efektem ubocznym narodziła się idea przekroczenia granicy /blokady/ możliwości psychiczno-fizycznych ludzkiego ciała, gdzie celem było udowodnienia sobie i innym iż fizjologia ludzkiego ciała potrafi znieść więcej niż się nam wydaje. Czyli  złamania i przekroczenia przekonań  wg zasad i norm przyjętych społecznie. Kierując się dalej tą ideą możemy szybko wywnioskować ikonę 70latka mającego serce i kondycje lepszą niż niejednego wysportowanego młodzieńca. Ciągle myśli o śmiganiu przedkładając często kolarstwo nad zarobek, prawie nigdy nie zaprasza na wypady rowerowe wszyscy jego zapraszają… Nigdy nie ma kasy, jak i też na części rowerowe. Najbardziej sobie w grupowych spotkaniach ceni iż, każda jazda kończy się do ostatniego kilometra, niepowtarzalną atmosferą i wesołym humorem. Czego nigdy nie możemy zaobserwować w żadnej innej formie towarzyskiego spotkania, rekreacji czy wypoczynku. Lubi jazdy treningowe jak i towarzyskie. Czasami w trakcie lubi ponarzekać pod nosem aż rozjedzie się po kościach. Kolarstwo dla niego jest również formą odprężenia od problemów dnia codziennego jak i narzędziem świato-poznawczym. Jazda w deszczu i śniegu mu nie straszna, aczkolwiek czasami nie lubi wychodzić się zmoczyć ale jak już go zmoczy objedzie spory kawał. Śpi z rowerami u boku,  mając na nie oko wstając każdego ranka. Ubłocony rower z śladami błota na dywanie mu w pokoju nie wadzi. Kwiatki na parapecie ma zastąpione zestawem narzędzi do utrzymania sprawnego stanu technicznego pupilków. A zapach upoconych ciuchów kolarskich schnących na ramie po upojnym dniu obracania pedałami kołysze go do snu ;) Jego motto życiowo-rowerowe to: „Tak się rodzą Wojownicy ziomuś!”

GRANDI

W BPT od początku 2008 roku. Na rowerze jeździ od dziecka (pamięta moment, kiedy po raz pierwszy nie stracił równowagi i nauczył się jeździć). Podobno pierwszym słowem które wypowiedział, nie było mama czy tata, ale rower ;) Jeździ MTB, ulubione miejsca na Podkarpaciu to górzyste obszary Pogórza Strzyżowskiego i Ciężkowickiego, gdzie zjeździł już niemal każdą górkę. Poza eksploracją terenu Ziemi Dębickiej jak do tej pory zdarzały mu się nieco dalsze wypady na tereny sąsiednich województw. Jak na razie bez długich wypraw, choć jak mówi wszystko przed nim. Tendencja wzrostowa na przestrzeni ostatnich lat, jeżeli chodzi o ilość przejechanych km i odległości. Marzy o wyprawie rowerowej na inne kontynenty. W każdej wolnej chwili stara się znaleźć czas na rower, choć obecnie ma go coraz mniej. Nie rozumie kolarzy zostawiających swoje maszyny gdzie popadnie. Wprawdzie nie śpi ze swoim rowerem, ale stara się mieć jakąś jego część blisko siebie. Stąd na półkach w jego pokoju można znaleźć licznik czy tarczę hamulcową, koło robi za żyrandol a koszyk na bidon to oryginalny uchwyt na szklankę gorącej herbaty. Od Blizzarda zaraził się Nightriderami®, które w lecie na stałe wpisały się do harmonogramu. Kolarstwo górskie to dla niego nie tylko pasja, ale także sposób na utrzymanie dobrej kondycji i sylwetki.  Podczas treningów nierzadko daje z siebie wszystko, wyznając zasadę, że „dzień bez roweru, to dzień stracony”.

JASIEK

Mówi ze ma ” twarde serce i o łaske trzeba się u niego mocno postarać” (bueheuehue :[] i tak się go da urobić). Optymalne tempo to 34km/h lubi pogadać i gadać w trakcie ale tempo trzeba utrzymać, na podjazdach ucieczka z twardym przełożeniem, a na zjazdach znika w ułamku sekundy słysząc tylko w oddali „Robert no puść te hample!!!” Ciągle naciąga tempo  :)  ustawia poprzeczkę, tylko czasami jest nie w formie chyba tylko gdy nie zje skał na śniadanie,.  ;)  Jeździ równomiernie przeważnie z niską kadencją, praktycznie ciągle w metodach ciągłych. W terenie elegancko pokonuje każde nierówności aczkolwiek zdarza mu się nie chcąc po brudzić to skacze przez błoto z ramą na plecach ale to mu nie ubliża bo i tak nas gubi. Gdy jasiek nie bierze bidonu będzie luzzz wypadzik około jednej godziny, gdy weźmie jeden spodziewać się można do 60km, natomiast gdy bierze dwa to powyżej 80km gwarant.Jego ulubione trasy to górki 60% podjazdów, lubi kończyć szybkim zjazdem i skarpami w Wolicy. Ostatnimi miesiącami rzadko śmiga z powodu niedyspozycji czasowej, ale zawsze znajdzie czas by się ugadać na bike.. więc tragicznie to nie wygląda bo gdy zjadą się luźniejsze miesiące 26/30 dni będzie wyjeżdżonych ;) Ciągle docina Oskarowi, lubi śmigać z Paulettino a także i z Pepsi, z którym to przeważnie na przełaj i eksploracje nowych tras bo pepsi nie wybrzydza ;] Lubi robić wypad na pizze i jest za częstymi ogniskami. Gdy długo nie śmiga lubi się wyżyć, wtedy lubi na długie dystanse wyciągnąć, albo trzymać mocne tempo. Potrafi nie wytrzymać tempa 25km/h i dać wodzy i pojechać wpizdu zostawiając wszystkich w tyle hehehe. Jak czegoś nie masz to zawsze znajdzie się u niego w piwnicy :] Jaś to Jaś dobry gość. Jego motto życiowo-rowerowe to: „Jedz skały na śniadanie”

JEŻY

Jeży czyli efekt wieloletniej, niekiedy trudnej oraz ciężkiej pracy (bo jak sam mówi: jest odporny na wiedzę jak beton walcowany) niejakiego Chucha, który wprowadził go w świat dwóch kółek krok po kroku, kilometr o kilometrze. Weteran BPT, związany z nami w zasadzie od samego początku. Jego atutem podczas gdy jest na rowerze jest z pewnością szybkość z jaką porusza się na swoim jednośladzie. Jednak jak zresztą większość z nas, ma też wadę.. jaką? Po prostu szybko się męczy i stosunkowo często jest zmuszony żeby się zatrzymać i zaczerpnąć nieco powietrza. Jedną z jego ulubionych tras jest odcinek do Chotowej – ciężko powiedzieć czemu akurat ten sobie upodobał ale nieoficjalnie mówi się, że to przez te piszczące dziewczyny przy molo zawsze gdy się na nie zadziornie popatrzył. W BPT od samego początku odpowiedzialny za promocję oraz reklamę. Na spotkania przed wyjazdami pod zegarem zawsze przyjeżdżał.. chodnikiem. Po prostu, jak to mówi: nie lubi jeździć po drogach. Przebywając na służbie wojskowej lobbował do swojego przełożonego, aby wyraził zgodę na utworzenie Specjalistycznej Dywizji Rowerowej w której miał zająć posadę Generała Roweromana. Po roku przerwy, na 2010 rok zapowiada swój wielki powrót zarówno do rowerowania jak i do aktywizacji w szeregach BPT.

KAWIX

W zasadzie uważany za twórce i pomysłodawcę całego przedsięwzięcia jakim jest BPT. Dawniej: aktywny, pełen chęci do rowerowania, potrafiący wyciągnąć „na rower” nawet najtwardszego przeciwnika czy marudera, przyciąga ludzi z pasją jak magnes, wyznający zasadę iż: „im ciężej, im większe błoto, im niższa temperatura, im więcej deszczu – tym lepiej!”. Ma na swoim koncie kilka wypraw, do których często wraca wspomnieniami, szczególnie po pijaku: m.in. wyjazdDookoła Tatr w roku 2004 oraz Dookoła Polski w roku 2005. Szczególnie ten drugi odcisnął poważne piętno na jego aktualnym charakterze. Obecnie kolarz w stanie spoczynku. Na rower wychodzi gdy mu ktoś każę albo ładnie poprosi. Dawniej rower traktował jako sposób na swoje życie, teraz jazdę na rowerze traktuję jako formę odpoczynku lub ucieczki od realnego świata – jednak w dalszym ciągu jeździ dla pasji i z zamiłowania. Mimo że, spędza o wiele mniej czasu na swoich rowerach w dalszym ciągu wierny i oddany swojej pasji. Ma osobowość człowieka bardzo wrażliwego i ciepłego dlatego często gdy się przebudzi w nocy, lubi się przytulić do swoich kobiet – z tego powody rowery trzyma w dalszym ciągu przy łóżku. Na prawym pośladku wytatuowane ma logo BPT.

MISIEK

Powszechnie uważany za osobę gadatliwą, chociaż w życiu prywatnym jest bardzo skryty i nieśmiały. Z BPT związany od stosunkowo niedawna, ale jest z nim bardzo zżyty. Zdążył już sporo namieszać. Jeden z najmłodszych czynnych członków, ale mimo tego potrafi już liczyć, a także sznurować buciki. Póki co ma jeszcze dużo chęci i pomysłów rozwoju BPT, lecz jest to mu stopniowo wyperswadowywane przez starszych kolegów MODERATORÓW. Jeździ na MTB, od niedawna na szosie(kaleczy). Jego motto życiowo-rowerowe to: „Boli?- znaczy, że rośnie!” Każdą wolną chwilę próbuje spędzać na rowerze. Obecnie planuje pozwiedzać góry i wystartować w kilku maratonach niższej rangi. Zawsze pomocny nawet swoim kosztem. Przychodząc do BPT, wywołał niemałe zamieszanie. Gdy się go odpowiednio poddenerwuje, potrafi rozpędzić się na swoich 2,3 calowych kołach z niemałym ‘butem’. Gdy tylko ma ochotę lubi się ścigać z szosówkami. Nie wiadomo jedynie, czy bardziej go ciągnie do roweru, czy do dziewczyn.

PAULETTINO

Łowca głów ;] werbuje praktycznie każdego kto wpadnie mu w oko do BPT, każdego zachęca do brania udziału w zawodach. Jeździ swoim planem treningowym i skacze z zawodów na zawody, z rowerem urodził się pod jajami. Potrafi walnąć 40 rano przed zajęciami w szkole a po południu nawet i 100! Bez problemu trzyma 40km/h, jeździ ostrożnie i rozważnie pokazuje każdą dziurę w drodze, lubi podciągnąć poprzeczkę z Jaskiem. Praktycznie zawsze do ugadania na bike tylko telefon do ręki i za 30min pod tik-tak. Jeździ i kadencyjnie i siłowo. W terenie radzi sobie świetnie a nasze górki mu się bardzo spodobały. Co roku stara ogarnąć sobie robotę na wakacje, także dla niego jest to czas odpoczynku bez roweru, ale on zawsze umie sobie dozować by nie przesadzić i się nie przetrenować. Choćby miał zrobić przerwę 2 miesięczną i tak wyjdzie na swoje założenia i osiągnie cele planu.  :)  W BPT swoją osoba pełni funkcję motywacyjną, zawsze miło się z nim jeździ a brak jego obecności każdemu doskwiera :)

PIKUŚXTR

Ma 27 lat i mieszka w Tychach, jednakże bardzo lubi Dębickie klimaty. Trenuje MTB od 2002, pierwsze maratony w 2004 z czego jeden w alpejskim Saalbach-Hinterglemm. Później głównie maratony w Polskich górach. W 2005 pobił własny rekord wytrzymałości pokonując 430km w 19h rowerze górskim. Na koncie ma też jedną 5-dniową wyprawę Tychy – Praga (900km) gdzie dzienna liczba pokonywanych kilometrów nie należała do przeciętnych.

Ściga się w maratonach Bike-Maraton, MTB Maraton i Cyklokarpaty, ostatnio zainteresował się maratonami etapowymi: Beskidy MTB Trophy 2008 i 2009 z czego 2009 ukończony, atmosfera jest tam niesamowita od pierwszego do ostatniego dnia. Od 2008 używa też roweru szosowego do treningów. Lubi jazdę w każdych warunkach, za najciekawsze uważa zjeżdżanie z alpejskiego dwutysięcznika w półmetrowym śniegu podczas przygotowań do World Games of Mountain Biking w Austriackim Saalbach-Hinterglemm. Uwielbia też beskidzką glinę i błoto, szczególnie podczas Beskidy MTB Trophy. W BPT od sierpnia 2009, stara się pomóc w rozwijaniu BPT, często udziela się w dyskusjach na tematy treningowe. Na codzień pracuje w międzynarodowej korporacji w dziale rozwoju oprogramowania jako Tester Oprogramowania. Stara się wykorzystać swoją informatyczną wiedzę przy pracach nad BPT. Kolarski idol to Lance Armstrong, którego widział na żywo na wyścigu w Pradze. Poza rowerem czasem lubi pobiegać i potańczyć gdy nadarza się jakaś imprezowa okazja.

PRZEMO

Połączony z rowerem odkąd tylko pamięta. Jego początki wiążą się z południową częścią miasta, w której od dawien dawna stawiał swoje pierwsze rowerowe „kroki”. Wszystko zaczynało się tak samo niewinnie jak u większości z nas: pierwsze zjazdy w lesie, pierwsze hopki m.in. ze Strzępkiem i ekipą. Następnie losy ukierunkowały go na dziedzinie kolarstwa nazywaną potocznie trialem. Jazdę na rowerze zamienił na „latanie”. Tak związał się z grupą sympatyków trialu z Dębicy – Dębica Trial Team. Kilkanaście lat treningu zaowocowało dziesiątkami „gleb”, których efekty w postaci szerokiej gamy blizn widoczne są do dzisiaj. Uczestniczył również w wielu zlotach czy zawodach trialowych. Jak to bywa przy skakaniu po różnych budowlach, we wszelakich miejscach z sympatią wspomina również ucieczki przed mundurowymi wszelkiej maści i kategorii. Rok 2007 okazał się przełomowym w jego życiu rowerowym – Przemo przerzuca się z trialu na spokojne MTB. Z BPT związał się w zasadzie przypadkiem, nastąpiło to w sposób dość nieoczekiwany, zupełnie samoczynnie i spontanicznie. Wszystko zaczęło się w Internecie, jako administrator strony DTT, otrzymał propozycję wzajemnej współpracy z naszą stroną. Współpraca, która w pierwszej fazie ograniczała się do wymiany bannerami reklamowymi, następnie przerodziła się w szybkim tempie do współpracy w najszerszym tego słowa znaczeniu. Żyliśmy w naturalnej symbiozie, udzielając się i pomagając sobie wzajemnie, aż do czasu gdy zaplanowana symbioza, zamieniła się w powolną dyfuzję na rzecz BPT. Pomimo, że od tamtych momentów upłynęło już sporo czasu, cząstka trialowej duszy jest widoczna w naszych szeregach do dnia dzisiejszego. Jednak Przemo miał zrobić dla BPT jeszcze coś więcej, miał odegrać znaczącą rolę.. Okazja taka zdarzyła się pod koniec 2007 roku, kiedy to odbyło się „Pożegnanie BPT” – większość ludzi z przyczyn niezależnych od siebie zmuszona została do jedynie biernego uczestnictwa w życiu naszej grupy, na forum było coraz ciszej, portal świecił pustkami, a w bliskiej perspektywie miał zupełnie przestać istnieć. Wtedy to, niczym natchniony Przemo wychodzi z propozycją do Kawixa, aby to wszystko jednak ciągnąć dalej, nie dać temu zniknąć. Jednocześnie deklaruje zapłatę większej części potrzebnych środków finansowych na utrzymanie grupy. I tak, osoba nie zdobywająca najwyższych miejsc w rankingach z Licznika, wkraczająca dopiero w sferę kolarstwa górskiego odgrywa tak wielką i znacząca rolę w naszym przetrwaniu. Przemo przedłużył nam życie, dzieciństwo i świetną zabawę! Prywatnie, fanatyk elektroniki użytkowej ale nie tylko. Automatyka, robotyka, inżynieria mechaniczna, nowinki techniczne – to tematy o których najczęściej można porozmawiać będąc z nim na przejażdżce.

VVOITEK

Co do istoty, jego początkowy etap asymilacji z barwami BPT nie był tak banalny i oczywisty, jak to miało miejsce w przypadku większości z nas. Wychował się w rejonie o podwyższonym stopniu radioaktywności rowerowej – w zasadzie w odległości  200 metrów od innego równie ciężkiego dębickiego przypadku zarażenia rowerowego, jednak los połoczył tych dwóch rowerowych zapaleńców dopiero 100 km dalej, znów przebywając od siebie w odległości bliskiej 300 metrów  – „nie przyszła góra do Mahometa, Mahomet przyszedł do góry”. Pierwsze bikeportalskie szlify zdobył podczas wyprawy na Klimkówkę w 2008 gdzie pojechał razem z Frankiem i Pepsim. Następnie, było już głównie rowerowanie po terenach jurykrakowsko-częstochowskiej, lasku Wolskiego i bulwarach. Z początku wyznawca jazdy na cross’ie, jednak stopniowe lecz systematycznie zastrzyki szosowe dawkowane przez Okiego i Kawixa, zmieniły na tyle jego skład chemiczny, iż dostrzegł prawdziwe zalety jazdy na ‘baranku’. Obecnie, szczęśliwy posiadacz szosowego Treka, który jak do tej pory wiecej czasu spędza w serwisie niż na szosie. :) Będąc na rowerze, okablowany w przeróżne techniczne wynalazki do pomiaru chyba wszystkiego – wygląda jak pacjent na oddziale intensywnej terapii. Prywatnie, wesoły człowieczek, raczej nie odmawiający wyjścia na bajka. Miewa okresy w których na równi z kolarstwem traktuje lekturę różnych opowiadań o magicznych ziołach, eliksirach szczęścia i pozostałych uzdrawiających rzekomo substancjach. Generalnie nie ma wątpliwości, że cykloza w jego przypadku jest całkowicie objawem wrodzonym – nie ma tutaj mowy o żadnym zarażeniu wirusowym czy bakteryjnym.

Możliwość komentowania jest wyłączona.